Drodzy Czytelnicy!
“Im większa przeszkoda , tym większa chwała w pokonywaniu jej” - Moliere
Mam 55 lat i jestem od 4 lat chory na Parkinsona .
Natomiast moja przygoda z Fundacją “Równe Szanse” trwa już 3 ,5 roku
Jeszcze nie zdawałem sobie sprawy , co to jest za choroba .w 2002 roku neurolog
Postawił diagnozę “zespół pozapiramidowy”, ale kompletnie nic mi to nie mówiło. Po prostu wszystko zignorowałem i do lekarza już nie poszedłem. Pewnego dnia sąsiad mnie zaprowadził do fundacji. Poznałem miłych i interesujących ludzi wciągnąłem się w pracę nie myślałem o sobie. Nawiązywałem nowe znajomości, dużo jeździłem samochodem, aż pewnego dnia zauważyłem , że nie mogę się skoncentrować “za kółkiem”, gubiłem się, skręcałem nie w tę ulicę gdzie powinienem, zauważyłem u siebie nie kontrolowane drżenie rąk. I wtedy w głowie zapaliła się czerwona lampka. Wizyta u lekarza potwierdziła wcześniejszą zapowiedź - PARKINSON . Wpadłem w panikę. odszedłem z Fundacji, zacząłem się izolować od ludzi. Najlepszym schronieniem dla mnie stało się mieszkanie, z którego mogłem nie wychodzić tygodniami. Następna wizyta u lekarza tym razem psychiatry - depresja. Jeszcze mi tego brakowało! Pewnego ponurego niby wiosennego przedpołudnia, a wiemy jaka była długa i ponura zima 2006 roku, człapiąc zgarbiony z kolejnej wizyty od lekarza usłyszałem, że ktoś z niedowierzaniem wymawia moje imię, odwróciłem się i spotkałem wzrok kobiety wpatrującej się we mnie z przerażeniem. Była to Laura, dyrektor fundacji, w której jeszcze tak niedawno byłem wolontariuszem. Zaczęły się wspomnienia.
Laura stwierdziła iż “w ramach terapii” muszę od nowa włączyć się w pracę Fundacji. Byłem wolnym strzelcem, bez przydziału. Nie trwało to długo. Często serfując po Internecie szukając informacji o chorobie stwierdziłem , że w tak dużej aglomeracji jaką jest Łódź nie ma żadnego stowarzyszenia dla “parkinsonowców”. Krótka narada z dyrekcją . Zakładamy Grupę Wsparcia Osób Chorych Na Chorobę Parkinsona I Ich Rodzin . Zaczyna się wędrówka po urzędach odwiedzanie potencjalnych sponsorów wszędzie jesteśmy przyjmowani z entuzjazmem , gratulują nam wspaniałego pomysłu i każdy w miarę swoich możliwości stara się nam pomóc, czego przykładem jest ten biuletyn.
W dniu 19 maja 2006 roku odbyło się nasze pierwsze spotkanie jeszcze w starym pomieszczeniu , trochę było ciasno, niewygodnie ale ludzie dopisali. Zdałem sobie
Sprawę jak jesteśmy im potrzebni . Ludziom chorym na chorobę Parkinsona.
Zapał ludzi, którzy przychodzą na nasze spotkania pozwala mi na dalszą “walkę z wiatrakami”.
Żeby przyszłość była dla nas bardziej radosna niż teraźniejszość.
Julek T.
|